poniedziałek, 3 maja 2010

Inny - cz.10

Pamiętnik Agnieszki:

Nie czuję nic, nic a nic.
Mam dość siebie i życia.
Patrzę na ścianę próbując ogarnąć myśli z dnia wczorajszego. Babcia umarła - to wiem, ale czuję, że to do mnie jeszcze nie dotarło. Co dalej? Co teraz? Straciłam połówkę siebie, moja jedyna pocieszycielka do której mogłam się udać .... oh ! ... Nie Żyje ...
A mama?
Mama to przyjęła luźno - "umarła bo chorowała, może to i dobrze, nie cierpiała zbyt długo."
Nikomu już teraz nie jestem potrzebna, rodzice zawsze mieli mnie daleko, więc śmierć na 100% nic nie zmieni.
- Agnieszko wstała byś już ! - rozlega się głos matki.
Dobra dosyć użalania się nad sobą i rozpaczania, trzeba wstać i rozpocząć kolejny dzień w tym pojebanym gimnazjum.
Z szafy wyjęłam pierwsze lepsze ciuchy i poszłam do łazienki odświeżyć się. Postanowiłam, że dzisiaj się nie będę malowała - nie mam chęci.
Śniadanie zjadłam szybko, spakowałam książki do plecaka i wyszłam z domu.
- Aga ! Aga ! Czekaj ! - Odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam biegnącego w moją stronę Kacpra z jakimś nowym kolegą.
- Cześć! - Odpowiedziałam.
- Siema, to mój kolega Michał, poznajcie się - Nieznajomy podał mi rękę, a ja nie mając innego wyboru podałam mu swoją. Obaj dziwnie się podśmiechiwali i gapili na mnie.
- Coś nie tak? - Zapytałam.
- Nieee - powiedział Michał - tylko Kacper ma ci coś do powiedzenia - i dalej ten śmiech, dopiero co go poznałam, a już mam wrażenie, że to jakiś pojeb.
- No więc.... - zaczął Kacper - bardzo cię lubię i wszystko, ale... - zaczął się jąkać - nie mamy wspólnych zainteresowań... a ja znalazłem dziewczynę, która lubi piłkę nożną i filmy akcji. Zresztą ostatnio nam się nie układało i myślę, że tak będzie najlepiej dla nas obojga ...- taaa chyba dla ciebie, przemknęło mi przez myśli - gdy się rozstaniemy - dokończył swoją żałosną mowę. Ciekawe ile czasu na to przeznaczył, żeby sie tego wszystkiego nauczyć.
- No to pa my musimy już iść - nie zdążyłam nawet odpowiedzieć już ich nie było i ... TRZYMALI SIĘ ZA RĘCE ! .. ?
Teraz poczułam się jak idiotka wykorzystana przez debila, który właśnie przegiął na całej linii. Zrobiło mi się niedobrze. Nie idę na lekcje, olewam to przejdę się po świeżym powietrzu, dobrze mi to zrobi.
Po prostu nie mieści mi się to w głowie, Kacper jest gejem wszystko na to wskazuje! Od początku naszego związku miałam dziwne podejrzenia, ale potem sama karciłam siebie za takie myśli. Kacper ułożony chłopak, super gość i był mój! I tylko mój! Okazało się , że jest gejem. Żałosne jest to wszystko, ktoś kiedyś dobrze powiedział, że jak się coś wali to od razu wszystko ! Wszystko ! Najpierw babcia ... później TO ! Ciekawe co jeszcze mnie spotka ?!
Dzwonię do Pauliny wszystko mi teraz jedno czy lekcja czy przerwa, poproszę ją, żeby tu przyszła jak najszybciej.
- No cześć - Usłyszałam zadyszany głos w słuchawce - Co tam?
- Gdzie jesteś ? - Odpowiedziałam szybko i nerwowo.
- Idę do szkoły. Coś się stało, głos ci tak drży ?!
- Musisz iść dzisiaj do szkoły ? Chodź raz na labę, czekam w parku.
- Hmmm ..... - Nie dokończyła.
Cholera bateria padła!

*******************************************
W parku:

- Cześć - Powiedziałam.
- Cześć
- No więc jednak dałaś się namówić ?
- Nooo .. małe wagary raz nie zaszkodzą, nie muszę mieć wzorowego na koniec - powiedziała Paulina.
- Ja też nie, ale by wypadało, bo gimnazjum kończymy.
- No niby tak, ale przyjaciółka ważniejsza niż głupie zachowanie, zresztą Aśka podrobi nam podpisy i nikt nic nie będzie wiedział.
- Heheh tylko trzeba jej dobrze zapłacić - powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy.
- Złożymy się hehe - powiedziała i zaczęłyśmy się śmiać.
- No więc co się stało?- Zapytała z troską.
- 1. Babcia umarła.
- 2. Kacper ze mną zerwał.
- 3. To jest najgorsze :/ ....
- Dawaj - Powiedziała.
- Jest gejem - Wtedy się rozryczałam, jak jakaś powalona małolata. Zostałam wykorzystana przez geja. - Jestem jakąś dziwką - Mówiłam przez łzy.
- Niee .. przestań płakać, na pewno znajdziesz kogoś kto cię będzie kochał. - Pocieszała mnie. - Chodź usiądźmy na tej ławce - I wskazała palcem na ławkę obok.
- A wiesz co jest najgorsze? To, że dałam się tak łatwo wykorzystać i to moja wina ! - Dalej płakałam.
- Wszystko się jakoś ułoży. Zobaczysz, szybko o tym debilu zapomnisz. - Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.


********************************************

Leżę teraz w domu i myślę, że moje serce nie nadaje się już do niczego. Zostało całkowicie rozdarte, ale żyć dalej muszę i szukam czegoś aby wypełnić ubytek w moim obolałym serduszku :(

---------------------------------------------------------------

  No, nareszcie nova historyjka :) Nie miałem zbytnio czasu, ale dzięki mojej kochanej Agusi, macie co czytać :* Hehe, od dzisiaj będę się starał jak najszybciej umieszczać te historyjki ^^

sobota, 6 marca 2010

Inny - cz.9

` To muszę napisać na początku, bo nikomu potem nie będzie się chciało czytać, a więc, historyjki dodaję, jak najszybciej. Nie moja wina, że nie mam czasu, po 2, fiem może tamten konkurs, na najbardziej zboczoną historyjkę, nie jest za fajny, ale uwieżcie mi, lepszych nie było;/ I tak, będę to usuwał, bo kcem na blogu mieć tylko historyjki. Myślę, że wszystko wyjaśniłem, a no i 9 cz. to pamiętnik Pauliny, tzn. najlepszej przyjaciółki Agnieszki ;)) Miłego czytania ^^

Pamiętnik Pauliny.

Byłam taka wściekła, że znowu jedziemy do tej zabitej dechami wiochy. Odzwyczaiłam się od wiejskich klimatów, ale ojciec uparł się, że tego roku te wakacje spędzimy u dziadków i całej rodziny we wsi Grabonóg. Nie jeździliśmy tam od 5 lat po co było to zmieniać. Ta wieś przypominała mi same nieprzyjemne chwile. Chodziłam tam do 3 klasy. Później gdy rodzice się rozwiedli i mama uciekła do stanów, tata postanowił zrobić karierę w wielkim świecie i wyjechaliśmy do Krakowa. Tata znalazł nową prace jest architektem wnętrz, a ja chodzę do szkoły . Przyzwyczaiłam się tak do tego życia, że nie chcę wracać do tego zadupia. Rozmyślania o tym przerwał mi krzyk chłopaka.
- Co ty dziewczyno do cholery robisz, chcesz się zabić , patrz jak przechodzisz przez drogę! - Wykrzyczał.
Byłam tak oczarowana jego oczami, że nie mogłam wykrztusić słowa.
Miał niebieskie oczy, brązowe, średniej długości, falowane włosy, wysoki, dobrze zbudowany jak na przypuśćmy 16-sto latka.
- Przepraszam zamyśliłam się. - Wykrztusiłam po chwili.
- Ok, spoko, nic się nie stało, ale następnym razem uważaj! - Powiedział rozbawiony.
- Co cię tak bawi ? - Zapytałam.
- Jesteś blada jak ściana i w dodatku dziwnie się na mnie gapisz. Chłopaka nie widziałaś ? - Powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Przestraszyłeś mnie, a co do gapienia się to masz ciekawy kolor oczu. - Już żałowałam, że to powiedziałam.
- Wow, naprawdę ? Dzięki. Jak masz na imię ? - Zapytał wyszczerzając swoje zęby.
- O kurde śpieszę się do szkoły za 10 min mam lekcje ! – Przypomniałam sobie o szkole.
- Ty też chodzisz do tej budy ? - Zapytał zdziwiony? Nigdy cię tu nie widziałem.
- Ja ciebie też nigdy wcześniej nie widziałam ? - Powiedziałam.
- Ja nie idę na pierwszą lekcje. - Przyznał się, jak zwykle się uśmiechając.
- Dlaczego? - Zapytałam.
- Mam sprawdzian z matmy. Urwiesz się ze mną ? - Zapytał prosto z mostu, a znaliśmy się zaledwie pięć minut.
- Oszalałeś, nie opuszczam lekcji ,a poza tym nie znam cię , nawet nie wiem jak masz na imię. - Skarciłam go.
- Patryk, a ty jak masz na imię ? Jak nie chcesz to, nie. Pójdę sam. - Powiedział trochę zasmucony. Dziwne przecież znaliśmy się tylko kilka minut.
- Ja mam na imię Paulina. - Uśmiechnęłam się do niego. Teraz patrzył się na mnie i się uśmiechał od ucha do ucha. Trochę mnie to zawstydziło, nie lubiłam gdy ktoś się na mnie gapił, zarumieniłam się.
- Coś nie tak ? - Zapytałam.
- Nie po prostu, nic, czy ty się przypadkiem nie spieszyłaś do szkoły ? - Zapytał.
- O niee !! Musze uciekać, cześć. - Krzyknęłam i zaczęłam biec w stronę szkoły.
- Stój, teraz i tak nie zdążysz, nie ma sensu żebyś biegła. - Powiedział mając nadzieje, że zostanę z nim.
- Oszalałeś, nie mogę opuścić lekcji, ojciec by mnie chyba zabił. - Krzyknęłam coraz bardziej się oddalając.
- Ok. To chociaż powiedz do której klasy chodzisz, to cię jakoś znajdę. - Słyszałam jego krzyk w oddali. - Nie no facetowi naprawdę zależy, żeby mnie bardziej poznać. Stanęłam. Może by tak jednak zostać ? O Niee ! Nie ma takiej opcji. Odwróciłam się na pięcie.
- 2G. - Krzyknęłam.
- Nie kojarzę mam inny plan, jutro o tej samej porze tutaj, ok. ? - Krzykną.
- Ok. - Odpowiedziałam mu.
- To do zobaczenia. - Usłyszałam w ostatniej chwili, bo właśnie skręcałam. O cholera spojrzałam na zegarek była 8.07, a właśnie mam najgorszą lekcje z najgorszą nauczycielką , uwagę mama na 100% , ale to nic poznałam świetnego chłopaka i chyba mu na mnie zależy.
^-.-^-.-^-.-^-.-^

Nie dostałam uwagi, ponieważ mieliśmy tego dna zastępstwo i pani nas zabierała do galerii na nową wystawę (przybiegłam pod szkołę w ostatniej chwili).
- Cześć Aga !! - Powiedziałam podchodząc do przyjaciółki .
- Hej, gdzie ty byłaś ? Myślałam, że nie przyjdziesz już. - Powiedziała.
- Hęę. To nic, zgadnij co mi się przydarzyło po drodze ? - Powiedziałam podekscytowana.
- Co ? - Zapytała.
- Szłam zamyślona i nagle mało co nie wjechał w mnie jakiś chłopak, zaczęliśmy rozmawiać. Opowiedziałam jej wszystko dokładnie ze szczegółami po czym weszliśmy do budynku i musiałyśmy zachować ciszę. Lekcje strasznie mi się dłużyły zwłaszcza, że nie mogłam doczekać się jutrzejszego dnia. Może to dziwne żeby zależało mi tak na obcym chłopaku, ale naprawdę mi się spodobał. Lekcje dłużyły się jak zwykle niemiłosiernie długo. Gdy zadzwonił dzwonek pod koniec ostatniej lekcji chciałam porozmawiać jeszcze z Agnieszką o Patryku, ale niestety jej się strasznie spieszyło bo miała jeszcze zrobić zakupy, a za 30 minut odjeżdżał ostatni tramwaj który jechał w pobliżu jej osiedla.
A więc postanowiłam, że pójdę do domu. Całą drogę rozglądałam się czy przypadkiem nie jeździ tu Patryk, ale niestety nie było go.
W domu było pusto i cicho, zdziwiło mnie to bo pani Ela, nasza pomoc domowa, kończyła zawsze o 14.30, a teraz już jej nie było. Ale może to i dobrze, wolałam posiedzieć sama zanim tata przyjedzie i znowu zacznie zadawać te same pytania, jak tam w szkole i wypytywać o chłopaków czy mam i czy żaden mi nie dokucza. Rozebrałam się i poszłam na górę, zanieść plecak. Zeszłam na dół, umyłam ręce i odgrzałam sobie obiad. Odrobiłam lekcje i nauczyłam się na sprawdzian z chemii i kartkówkę z fizyki.
Później przyszedł tata, porozmawiałam z nim, wykąpałam się i poszłam spać.
`Rano szłam tą samą drogą co wczoraj. Byłam taka ciekawa, czy spotkam wczoraj poznanego chłopaka. W sumie nie zdziwiła bym się gdyby mnie wystawił, prawie się nie znaliśmy, może tylko się ze mnie nabijał i teraz ma niezły ubaw z kolegami, obserwując mnie z ukrycia. Rozmyślałam tak jeszcze przez jakieś 3 minuty, aż nagle tak samo gwałtownie jak wczoraj, krzykną.
- Cześć !! - Ujrzałam ten sam cudowny uśmiech co wczoraj.
- Hej. - Odpowiedziałam. Myślałam, że już nie przyjdziesz. - Ruszyliśmy razem, żeby nie spóźnić się do szkoły.
- A jednak, jestem. – Powiedział, patrząc na mnie i uśmiechając się, znowu się zarumieniłam. Przyjrzał się dokładnie i dodał. `Słodko się rumienisz.
O rany myślałam, że zemdleje, postanowiłam szybko zmienić temat .
- Idziesz do szkoły ? – Zapytałam, nic lepszego nie mogłam wymyślić.
- Tak, to dzięki tobie się nawróciłem. - Powiedział śmiejąc się.
- Cieszę się że mogłam pomoc. - Też się do niego uśmiechnęłam.
- Dasz mi twój numer na komórkę ? - Zapytał po chwili.
- Jasne, czekaj, - Podałam mu i poczułam wibracje w kieszeni.
- To mój, zapisz sobie^^ - Powiedział.
- Ok. - Odpowiedziałam. Zbliżaliśmy się do drzwi szkolnych.
- O której wychodzisz ? - Zapytał.
- O 13.05 – Oznajmiłam.
- To się świetnie składa ja też, pójdziemy razem gdzieś po szkole ? - Spytał.
- Zgoda :D. Do zobaczenia po szkole. – Pożegnaliśmy się.
- Na razie.

wtorek, 9 lutego 2010

Inny - cz.8

Pamiętnik Agnieszki

 

Ciemność nieogarniona, nie wiem co się dzieje. Wszystko wydaje się takie zamazane, czarne. Nic nie widzę, ale mam wrażenie, że coś się do mnie zbliża. Odwracam się i nic, nikogo nie ma. Znów to uczucie tyle, że z drugiej strony. Nagle przeraźliwy pisk. Zaczęłam uciekać, przed siebie nic nie widzę, przewróciłam się. To coś wzięło mnie w ręce, ale nic nie widziałam i tyle nic więcej nie pamiętam.

Obudziłam się, ręce mi drżały jak staruszce po siedemdziesiątce. Nie wiem co jest grane, drugi tydzień, a te koszmary mnie męczą. To straszne. Nie mogę się pogodzić z sobotą, którą spędziłam u mojego kolegi. Jestem żałosna, przez jedną chwilę moje życie nagle traci sens. Nie mam siły na dzisiejszy dzień, ale niestety zaczął się.

  Wstałam, ubrałam się następnie pościeliłam łóżko i zeszłam na śniadanie. Moja mama jak zwykle czujna zauważyła, że dzieje się coś złego ze mną. Niestety, jej przypuszczenia są prawdziwe. Ciekawe co by powiedziała gdybym jej oznajmiła, że nie jestem  już dziewicą. Eh .. Moja siostra (jak ja jej nie mogę) to po prostu anioł, zawsze grzeczna i nigdy by czegoś takiego nie zrobiła.

Moje rozmyślania przerwał tata.

-  Agnieszko -  zaczął poważnie- Od pewnego czasu zachowujesz się dziwnie, z nikim nie rozmawiasz, mało jesz, co się z tobą dzieje?!

- Co wy ode mnie chcecie, zawsze narzekacie, że jestem niegrzeczna, a teraz jak się polepszyłam to mówicie, że jestem dziwna - Udawałam, że wszystko jest okej.

 Na te słowa tata jak zwykle znowu zanurzył głowę w gazecie. Pewnie mama kazała mu zacząć temat. Nigdy nie był rozmowny, a od dziewczyn trzymał szczególny dystans. Od kiedy sięgam pamięcią nigdy ze mną nie wychodził i nie chętnie rozmawiał, najczęściej nasza rozmowa kończyła się właśnie tak jak teraz - chowaniem głowy w gazecie. Czasami się cieszę, że jego reakcja wygląda właśnie tak, ponieważ nigdy nie wtyka nosa w nie swoje sprawy.

Skończyłam śniadanie, właśnie wychodziłam z domu. Już byłam przy końcu ulicy.

Upadłam, z torby wysypały się wszystkie książki. Popatrzyłam do góry. Na de mną stał jakiś chłopak o ciemnych oczach. Przypomniał mi się Kacper, łzy same wypłynęły. Nie zależało mi już na niczym, nawet na tym co on sobie o mnie pomyśli. Mam dość, wspomnienia wróciły. Zakręciło mi się w głowie, ale wstałam. Nieznajomy przeprosił pomógł mi pozbierać książki. Pewnie wziął mnie za małe dziecko, które płacze przy każdym przewróceniu się, lecz gdyby znał prawdę.

Szłam dalej sama ze swoimi myślami. Spóźniłam się na lekcje. Przeklęta matematyka!

Usiadłam w ławce, z moją przyjaciółką Pauliną i opowiedziałam jej całe zdarzenie. Widziała moje czerwone oczy- niestety, większość klasy razem z nią. Starałam się skupić na układach równań, ale niestety nie wychodziło mi to. Nagle dzwonek zadzwonił na przerwę. Paulina musiała iść do biblioteki, ja postanowiłam poczekać na nią przy drzwiach.

Naglę coś dotknęło mojego ramienia, obróciłam się automatycznie. To był Kacper. Ten wyśniony i piękny. Kiedy go zobaczyłam już nie czułam się tak nieszczęśliwa jak przedtem, a nie byłam tak do końca uradowana spotkaniem z nim.

- Chciałem pogadać ...-Zaczął nieśmiało - Bo widzisz... - Starał się mi coś powiedzieć, ale mu jakoś to nie wychodziło. - Chyba wtedy jak byłaś u mnie, moja siostra nas słyszała - Dokończył.

-Co??  Mówiłeś, że w domu nikogo nie ma!- Nie wiedziałam co zrobić, myślałam, że gorzej już być nie może, a jednak. Jestem skończona psychicznie. Nie mogę dalej żyć. Moje życie skończyło się tu i teraz.

-Nie zauważyłem kiedy weszła, przecież byłem zajęty - Odpowiedział z lekką irytacją w głosie.

Nic już nie powiedziałam tylko wtuliłam się w jego ramiona i rozpłakałam. Kacper nie przewidział mojej reakcji jednak zaraz zaczął mnie pocieszać i przytulać. Lekcje szybko minęły, nie mogłam iść z Pauliną do domu, ponieważ musiała jeszcze parę rzeczy załatwić na mieście. Ja tymczasem wybrałam się z Kacprem na mały spacer po parku. Przechodziliśmy przez alejki, dróżki i długo nie używane ścieżki. Wokół nas były tylko drzewa nie było żadnej żywej duszy. Przystanęliśmy i usiedliśmy na jakiejś ławce. Zbliżyliśmy się do siebie. Zaczęło się, czułam się cudownie. Super chłopak, na miejsce nie ma też co narzekać. Nie można lepiej - on jest taki delikatny!

To nie może być prawda, to chyba sen. Kocham go i on mnie , jesteśmy dla siebie stworzeni. W końcu przestał. Byłam taka szczęśliwa, aż do chwili kiedy zobaczyłam moją siostrę chowającą się za drzewem. Nie! To nie może być prawda.

- Powiem wszystko mamie! - Odkrzyknęła i rzuciła się do ucieczki. Akurat tą drogą musiała wracać ze szkoły. Nienawidzę tej wścipskiej smarkuli.

- Angela zaczekaj! - Wołałam, ale bezskutecznie.

Za daleko stała abym mogła ją złapać. Kacper złapał mnie za ramie i powiedział, że to jest bez sensu i już teraz nic nie zrobimy. Mam nadzieję, że nic nie powiedziała mamie.

Kacper odprowadził mnie tylko do początku mojej drogi, dalej nie pozwoliłam. Tam pożegnaliśmy się i dalej poszłam sama.

Tylko otworzyłam drzwi frontowe, mama już w nich czekała i krzyknęła do mnie:

- Moja panno chyba musisz się z czegoś wytłumaczyć. - Powiedziała do mnie takim tonem głosu jakiego najbardziej nie lubię.

Angelę wysłali na górę, mnie zaś kazali czekać w pokoju gościnnym. Rodzice weszli do pokoju. Tata usiadł z gazetą w ręku (jak zwykle). Mama usiadła na kanapie.

- Twoja siostra poinformowała nas co robisz po szkole, czy to prawda, że całowałaś się z jakimś chłopakiem w parku?- Zapytała ostro.

Nic nie odpowiedziałam.

-Odpowiedz- Zażądała mama.

- Tak - odpowiedziałam.

-Dziewczyno, jak ty się zachowujesz? Przynosisz nam wstyd! - Powiedział tata, który nareszcie włączył się do rozmowy.

Tego już za wiele.

- Jestem już dorosła, wy myślicie, że do końca życia będę małym dzieckiem?! Wiem co robię i nie wstydzę się tego. Prędzej czy później znalazła bym sobie chłopaka.

- Masz kare, po szkole masz być od razu w domu, żadnych nocnych zabaw u koleżanek - Powiedziała mama, a tata jeszcze dodał:

-Kara trwa, aż do odwołania, a teraz marsz na górę.

Nie było szans ich już poskromić, poszłam potulnie do pokoju, bo nic mi już nie zostało.

Nikt mnie nie rozumie. Angela to najbardziej zarozumiałe dziecko. Muszę wymyślić jakby teraz ją tu wkopać.

...........................................................................

 Yyyy. Fajnie jest być sławnym, no może nie całkiem ^^ Więc mój dzień ?? - Widziałem, dzisiaj takie ciachoo ;)) Heh, i to przedstawienie na dzień kobiet ^^ ;pp Gram Lukrecję, tak dziewczynkę ;pp - No jak, każdy chłopak w klasie ;pp (chodze do szóstej)

środa, 3 lutego 2010

Inny - cz.7

Cóż to za okropny odgłos ? No tak ... budzik. Miałem okropną ochotę rzucić go o ścianę kiedy przypomniałem sobie swój przerwany sen .. nie, nie, chwileczkę - to nie był sen ! Przez chwilę docierało do mnie co działo sie wczorajszego dnia i sam nie mogłem w to uwierzyć.

Wstałem, ubrałem się i zszedłem do kuchni, aby zjeśc płatki.

- Już wstałeś ? - Usłyszałem, cichy odgłos zza moich pleców.

To była moja mama.

- Jak się czujesz ? Już lepiej ?

- Tak, tak mamo, zniechęcony i zmęczony wczorajszym dniem, odpowiedziałem ;/

Usiadłem do stołu i pomyślałem, czuje się znakomicie mamo ! Nawet nie wiesz jak bardzo !

W tej samej chwili zauważyłem, że naprzeciwko mnie siedzi moja siostra patrząc na mnie ze zdziwionym wyrazem twarzy.

Popatrzałem na nią jak na idiotkę i zabrałem się za przygotowywanie śniadania.

- Co ty sie tak dziwnie, marzycielko uśmiechasz - Zapytała mnie Martyna, nadal dziwnie mi się przyglądając.

- Ty sie lepiej zajmuj własnymi sprawami. Co tam robiłyście z koleżanką dziś w nocy ?- Zapytałem z sarkazmem.

- I tak jeszcze jesteś na to za młody - Odpowiedziała z nutą satysfakcji w głosie i widząc zdziwione spojrzenie mamy dodała - Jak będziesz starszy to może zrozumiesz dziewczyny.

- Ty nie bądź taka mądra. Z kąd wiesz, ze ktoś u mnie był, przecież byłaś u koleżanki ?

- Tak, ale wróciłam szybciej, i was usłyszałam ;0

- Słucham ?! - Wtrąciła się nagle w nasze rozmowy mama, o której całkowicie zapomnieliśmy dyskutując. - Czy mam rozumieć, że ktoś u ciebie był w nocy, Kacper ?!- odpowiedziała zdezorientowana.
- Tak, kolega.
- Taaa, i powiedz co robiliście - Wrednie wbiła sie w moje słowo siostra.
- Nie no ja już nic nie rozumiem ! - Krzyknęła mama. Aby ratować sytuacje, nagle wymyśliłem coś za co i tak mi sie bardziej dostanie, ale mój sekret zostanie tajemnicą.

- Dzwoniliśmy z telefonu do dziewczyn w nocy aby ich powkurzać.

- Co, nie mieliście co robić, nie ładnie z twojej strony ! – Wtrąciła mama.

- Ok., wy tu sobie gadajcie, a ja się zwijam do szkoły. – Krząknęła Martyna. Spakowała kanapki do torby i poszła do szkoły.

- No, nudziło nam się ;/ - Znowu musiałem skłamać.

- Ojj, dzisiejsza młodzież, same z wami problemy. – Odpowiedziała na moje kłamstwo mama. Zawinęła jakaś szmatke na siebie i odeszła.

 Zjadłem płatki, założyłem buty i plecak na prawe ramie i pobiegłem do szkoły, żeby się nie spóźnić.

 ............................................................................................

 Ok, więc mój dzisiejszy dzień, hęę.. Ręka mnie boli, mam chyba złamaną ;// (chyba) yy.. w szkole było tak jak zawsze, a nawet lepiej, bo nie było Patryka xd - Taki jeden (debil) z naszej klasy ;pp Więcej nie kce mi się pisać, jutro (tj. 4 lutego) będę opowiadał fraszkę, z pamięci ^^ Długa nie jest, więc myślę, że 5 załapie ;pp 

 Co do Innego - Nie pytajcie mnie, kiedy będzie następna część, wstawie ją jak będzie mi się kciało ^^ ;pp Aaa i dziękuję Martynce (muua ;**) za to, że pomagała pisać 7cz. ^^ Thx ;)

sobota, 30 stycznia 2010

Inny - cz.6

 Więc tak, jak pisałem mam pare nowości. Pierwsza to taka, że niekture historie będą opisywanie, przez innych ludzi, nie tylko przez Kacpra, dzisiejsza historia jest opisywana przez Agnieszkę Ta druga nowość, będę czasami pod historyjkami pisał moje przeżycia z dnia, no wiecie, taki dzienniczek , ale to czsami.Myślałem nad zrobieniem nowego bloga, ale nie kce mi się. Trzecia sprawa to, jak wcześniej pisałem do historyjek dodałem Martyne, tak to siostra Kacpra ;)) Ok, to ja nie przeszkadzam i zapraszam do czytania ;pp

.............................. Inny - cz.6 ..............................

Uwaga : Ta część zawiera drastyczne słowa ;p Więc małym niemowlakom, nie radze czytać ;pp

.......................................

Pamiętnik Agnieszki

Dzisiaj sobota jak zwykle rano prowadziłam psa na spacer , mojego kochanego Cezara!
Jak ja go kocham, ale nie tylko jego. Coś mi się wydaje, że mimo jednego spotkania z Kacprem coś do niego czuję. Czy to możliwe ? A może mi się tylko podoba ? Nie wiem.
Miłość przychodzi tak nagle, tak mi Paulina powiedziała.
Co ja dzisiaj przez cały dzień będę robiła. Zanudzę się na śmierć. Nagle zadzwonił mój telefon i to nie było sobie takie zwykłe połączenie, to dzwonił Kacper ! Co też chciał ode mnie, nie miałam pojęcia, więc nie pozostało mi nic jak tylko odebrać telefon. Zrobiłam to z wielką przyjemnością jak nigdy.
-  Cześć - odezwał się ten dźwięczny głos, po którym moje serce zaczyna walić jak szalone.
- Cześć, co tam u ciebie ? - odezwałam się z lekkim drżeniem w głosie, ale chyba tego nie zauważył.
- Wiesz nie ma u mnie nikogo w domu, może ...- i tu się zawahał - wpadła byś do mnie, jak oczywiście masz czas ? 

Czy ja mam czas !? Jak on może się o coś takiego pytać ! Ja zawsze o tym marzyłam !
Kocham Cie Skarbie ! - przemknęło mi przez myśl, głośno natomiast powiedziałam:

- Jeżeli nie będę przeszkadzać to z miłą chęcią przyjdę. - odpowiedziałam podekscytowana.
-  Może o 16.30 wpadła byś ? - zapytał.
- Tak, przyjdę - odpowiedziałam bez żadnego zastanowienia.
- Ok, to do zobaczenia 
- Papa - odpowiedziałam. 

Na tych słowach zakończyła się nasza rozmowa. Pędziłam biegiem do domu. Pies nie mógł mi dorównać, tak szybko biegłam. Tym razem nie zamknęłam go w budzie. Musiał pilnować domu. Otworzyłam frontowe drzwi i pobiegłam do pokoju. Niestety na nieszczęście trzasnęłam drzwiami. Zaraz w nich pojawiła się mama.

- Kochanie czemu tak biegniesz ? Nawet psa nie zamknęłaś. - Zapytała i koniecznie chciała przeanalizować moje podniecenie, jak bardzo teraz wyraźne na twarzy.
- Mamo wychodzę do koleżanki - skłamałam - Chyba nie masz nic przeciwko ?
- Oczywiście, że nie - Spojrzała podejrzliwym wzrokiem.
- O której do niej idziesz ? - Zapytała nie tracąc czujności.
- O 16.30 - Odpowiedziałam tym razem już pewnie.
- Dobrze tylko nie siedź zbyt długo o 9.00 masz być w domu - Stanowczo powiedziała i zamknęła za sobą drzwi.
- Aaa ... i jeszcze jedno muszę wyjść za 15 min, podgrzej obiad siostrze.
- No dobrze - Powiedziałam.
Tym razem zamknęła drzwi na dobre. Więc tak Angela podgrzeje sobie obiad sama już jest na tyle dorosła. Natomiast ja zajmę się trochę sobą. 
Otworzyłam szafę nie było w niej nic ciekawego, ale wzięłam ciemno niebieską bluzkę na szelkach, na której były lekko otwarte usta. Jak najbardziej prowokująca. Następnie czerwone stringi - obowiązkowo. Krótka spódniczka, no i już mam w co się ubrać. 
Teraz buty, myślę, że najodpowiedniejsze będą moje granatowe baleriny. 
No i już prawie jestem gotowa. Został makijaż. Na początku wymalowałam oczy czarną kredką. Potem powieki , następne w kolejności były rzęsy. Jeszcze trzeba było pomyśleć o błyszczyku. Wzięłam różowy, bo czerwony to moim zdaniem była by przesada. Zaczesałam moje delikatnie podkręcane ciemne włosy i zamknęłam za sobą drzwi. Na szczęście siostra nie pytała się o obiad i poszła do swojego pokoju. 
 Początkowo szłam główną drogą, potem z tego co mi Kacper mówił jeszcze w szpitalu należało skręcić w jakąś cichą uliczkę. O jest ! To chyba ta. Potem szłam jeszcze przez chwile i nagle zobaczyłam go stojącego na drodze. Taki nieziemsko piękny !
Czarne włosy, ciemna karnacja, czekoladowe oczy - to jest to czego mi trzeba.
Najwyraźniej był bardzo mną oszołomiony, nie wiedział, że mogę się pokazać od innej strony i stać bardzo kusząca, a jednak udało mi się. Kiedy do niego podeszłam przywitaliśmy się jak starzy znajomi.

Bardzo nieśmiało, ale jednak wziął mnie za rękę i zaprosił do domu. Kiedy weszłam poczułam od razu zapach pizzy, który mieszał się z zapachem męskich perfum.
Początkowo rozmawialiśmy jakby nigdy nic, ale potem stawał się coraz odważniejszy. 
Aż stało się coraz bardziej zbliżaliśmy się do siebie, objął mnie w tali. Potem ręka zsunęła mu się niżej. Nasze usta zbliżały się coraz bardziej do siebie, początkowo tylko stykaliśmy się nosami, ale później pocałował tak delikatnie i z czasem coraz bardziej odważnie. W końcu pocałunek zmienił się w szaleństwo, przewrócił mnie potem zaczął rozpinać guziki w mojej bluzce. Kiedy byłam już do połowy naga wpiłam się w jego usta on za ten czas musiał poradzić sobie ze spódnicą. W końcu i ja już przestałam się bać z miłego kotka zrobił się niegrzeczny tygrysek, który pragnął namiętności, a przede wszystkim seksu. Zaczęłam i jego rozbierać. Potem on ściągnął moje stringi i zaczęła się prawdziwa przygoda. Wszystko działo się tak szybko. Kiedy zakończył jedną rzecz, próbował następną o wiele bardziej odważniejszą. Niestety zauważyłam, że robiło się już ciemno musiałam iść do domu. Ubraliśmy się na zakończenie dnia zjadłam trochę pizzy i Kacper odprowadził mnie do domu. Bardzo podniecona przyszłam do domu, rodziców jeszcze nie było. Miałam trochę czasu na własne przemyślenia i uspokojenie swojej zwierzęcej natury, która nadal chciała więcej. Jednocześnie gnębi mnie myśl, że przestałam już być dziewicą, ale jakie to ma teraz znaczenie w tym świecie co druga nastolatka nie jest dziewicą. Nagle wpadłam w panikę, zaczęłam szukać mojego kalendarzyka z zaznaczonymi miesiączkami, przecież ja to się nie zabezpieczałam !!
Mogę być w ciąży !! O Boże! Tragiczne myśli przechodziły mi przez głowę, co tu teraz robić ?.

Szukałam uporczywie kalendarzyka, aż znalazłam. Popatrzyłam na dni i odetchnęłam z ulgą. Nie było nic niepokojącego w zaznaczonych dniach, nie powinnam mieć dzieci. 
Mama przyszła około 20.00 do domu. Starałam się zachować normalny codzienny wygląd, ale nie udało mi się na mojej twarzy widniały jeszcze dzikie instynkty, lecz mama ich chyba nie wyczuła. Umyłam się i przebrałam, położyłam do łóżka. Rozmyślałam nad całym dzisiejszym dniem, aż cichy sen przyszedł i do mnie ...


.....................................................

Zapraszam na :

nowosci-pod-okiem-tina1stm.blogspot.com

                           i

swiat-okiem-mzo.blogspot.com

piątek, 29 stycznia 2010

Inny - cz.5

Tak. To chyba ranek, ale jakoś tak dziwnie słońce świeci. Nie z tej strony.
Zerwałem się z łóżka i nie mogłem uwierzyć jestem w domu ! Nareszcie, zapomniałem przecież wczoraj po mnie rodzice przyjechali ! Nigdy jeszcze nie cieszyłem się z powrotu do domu tak jak teraz. Nawet dziwiło mnie to, przecież zaraz będzie kazanie bo czegoś tam nie zrobiłem. Rodzice ... Oni zawsze nawet najpiękniejszą chwilę potrafią zamienić w koszmar. Nie kończące się kary. Ehh .. Takie życie. Jakby mnie przyłapali jak palę czy coś innego, to bym się nie zdziwił (a chciałem się pochwalić, że od czasu do czasu mi się to zdarza), ale ja jestem dosyć grzeczny, mam jakie takie oceny. Więc nie rozumiem czego tu jeszcze można chcieć. 
Piękny dzisiaj dzień, szkoda marnować takiego poranka na głupie rozmyślanie. Wstałem z łóżka, musiałem ogarnąć pokój, bo ostatnim razem jak do niego wchodziłem to niezły bajzer zostawiłem.
Po ogarnięciu trochę pokoju umyłem się i ubrałem. Trzeba było zjeść śniadanie.
Spokojnie schodziłem schodami na dół, ale niestety ten dzień byłby za piękny.
Poślizgnąłęm się na czymś twardym i upadłem. Po raz kolejny, ale nic mi się nie stało. Szybko podniosłem się i zobaczyłem przyczynę upadku. To był czerwony lakier do paznokci mojej siostry.
Martyna nigdy nie pochowa swoich rzeczy do szafki tylko leżą byle gdzie na podłodze. Przez nią mógłbym jeszcze raz pojechać do szpitala, ale dobra później jej to wypomnę, teraz muszę zobaczyć kto jest w domu. Po dokładnym oglądnięciu pokoi nie zauważyłem żadnej żywej duszy.
Ach tak, zapomniałem przecież dzisiaj sobota. Nikogo nie ma, wszyscy w pracy tylko siostra gdzieś pewnie po mieście się kręci. Potwierdzenie moich hipotez znalazłem na lodówce. Były tam przypięte magnesami dwie informacje. Pierwsza od mamy, że wróci późno, a taty nie będzie bo pojechał na delegację do Poznania. Eh.. zechciało mu się Poznania. Jeździ nie wiadomo gdzie po całej Polsce. Druga informacja była od Martyny, "nocuję u koleżanki, mam nadzieję, że sam sobie poradzisz". Taa, jasne do koleżanki ! Mogła by już nie kłamać i tak wiem (mimo, że ona się wypiera), że chodzi i sypia u chłopaka. Przeczytałem kiedyś jej sms-y w telefonie i było coś tam o ginekologu, ale to było dawno i więcej już nic nie pamiętam. Mama ją z domu wyrzuci  jak przyjdzie kiedyś w ciąży, ale mnie to nie obchodzi. No więc cała sobota dla mnie, muszę jakoś ją zaplanować. 
Mam pomysł ! Zaproszę Agnieszkę, na pewno nie ma nic do roboty, a chata wolna. Kto wie co się dzisiaj jeszcze będzie działo.

sobota, 23 stycznia 2010

Inny - cz.4

Następnego dnia wstałem dosyć wcześnie z myślą powrotu do domu. Mała sala w której mieszkałem przez kilka dni wydała mi się taka inna i obca dla mnie. Byłem zły na siebie, że zmarnowałem te kilka dni pobytu w szpitalu i nie zapoznałem się z Agą. Jakoś nie miałem odwagi i chęci żeby z nią gadać. Teraz tego okropnie żałuje. Nagle drzwi do sali uchyliły się i zajrzała przez nie ta sama dziewczyna, którą byłem zainteresowany.

- Cześć - Powiedziała do mnie nieśmiało.
- Cześć – Odpowiedziałem. 

Nieznajoma podeszła bliżej i usiadła obok mnie. Poczułem dziwny dreszcz który przeszedł mnie od stóp do głów. Jej obecność wyzwalała we mnie pozytywne uczucia.

-Już dzisiaj opuszczasz szpital ? – Zapytała.
-Tak, rodzice przyjadą po mnie około 13.00 
-Myślałam. .. może ... - zaczęła ale nie dokończyła. Zobaczyłem na jej twarzy zawstydzenie; zarumieniła się.
Zrozumiałem, że miała do mnie jakąś sprawę, taką przy ziemską. Widziałem, że dziewczyna jąkała się. Widać było, że bardzo musiała walczyć ze sobą, żeby to powiedzieć. Lecz czego mogła ode mnie chcieć ta dziewczyna, zupełnie obca? Nie miałem pojęcia, ale szybko odparłem:
- hehe nie wstydź się - powiedziałem to łagodnym tonem z jednoczesnym uśmiechem na twarzy. Wtedy zrozumiała, że za wylewanie uczuć nie zostanie prze zemnie wyśmiana, ani skrytykowana, dlatego szybko dodała.
- Może przeszedł byś się ze mną po korytarzu, cały czas tu siedzisz przewietrzył byś się trochę? -odparła już bez skrępowania.
-No nie wiem, jeszcze się nie spakowałem aaa ...
Nie zdążyłem powiedzieć, bo mi przerwała.
- Do przyjazdu rodziców masz jeszcze trochę czasu, no chodź!
Pociągnęła mnie za rękę i nie miałem za bardzo wyboru bo kiedy zorientowałem sie co zamierza zrobić już byłem na korytarzu.
-No więc -zaczęła- opowiadaj jak się tu znalazłeś? Chciała bym cię trochę poznać.
-hmm ... wpadł we mnie kolega i upadłem na głowę- opowiedziałem dosyć szybko, oraz dodałem - Jak masz na imię? - wiedziałem jak ma, ale uważam, że lepiej to zabrzmi jak się o to zapytam.
-Agnieszka- odpowiedziała- a ty?
- Jestem Kacper z 3b
-Ja chodzę do 2a - powiedziała Aga i obdarzyła mnie kolejnym uśmiechem.
Gadaliśmy tak jeszcze przez dobrą godzinę. Całkowicie zapomniałem o przyjeździe rodziców. Godziny uciekały szybko nawet nie zauważyłem kiedy dochodziła 13. Popatrzyłem na zegarek i powiedziałem Agnieszce, że muszę już iść rodzice zaraz po mnie będą. Jednak przykro było mi się z nią rozstawać, ponieważ bardzo przyjemnie mi się rozmawiało z nią. Zapewniłem ją jednak, że po szkole też będziemy się spotykać. Nie powiedziałem tego z grzeczności tylko spodobał mi się sposób w jaki mnie traktowała, nigdy jeszcze nie spotkałem tak niezwykłej dziewczyny. Mam o niej bardzo dobrą opinię, ale nie mogę się jeszcze tak pozytywnie nastawiać bo tylko raz się z nią spotkałem.